Jak tylko się dowiedziałam, że godzinę drogi od Rzymu jest jezioro, a nad jeziorem urocze miasteczko z potężnym zamkiem, to pomyślałam, że koniecznie muszę tam pojechać. I tak w ostatnią niedzielę przed wyjazdem na święta wylądowałyśmy w Bracciano. Pogoda była wręcz wymarzona! Słońce, słońce i jeszcze więcej słońca! Cudo!
Na pociąg się jakimś cudem nie spóźniłyśmy ;) Sama droga minęła błyskawicznie, bo zajęłyśmy się pałaszowaniem niedzielnego ciasta z cukierni pod domem. Pycha!
Miasteczko, a przynajmniej jego centralna cześć jest na tyle nieduża, że pewnego pana z żoną spotykałyśmy ze trzy razy po drodze. Zdążył nam zrobić zdjęcie, potem powiedzieć co warto zobaczyć i jeszcze później wyjaśnił nam co widać z punktu widokowego na jezioro Lago di Bracciano. Pan cieszył się, że może nam pomóc, ale jego żona nie przejawiała już takiego entuzjazmu...
Zwiedziłyśmy też zamek. W bardzo kameralnej grupie około dziewięcioosobowej, gdzie stanowiłyśmy prawie połowę. Nie przyczyniło się to jednak do lepszego zrozumienia włoskiej przewodniczki... :( Zamek był stary i duży, ale za to widoki były fantastyczne! A gubiąc w nim czapkę miałam możliwość szybkiego zwiedzenia go w samotności :D (a jest zakaz samotnego poruszania się po obiekcie, więc to nie byle co! ;)). Na szczęście nie zamknęli mnie tam, ale za to wypuścili w innym miejscu miasta niż resztę :)
Drogę powrotną do Rzymu spędziłyśmy w towarzystwie miauczącego kota ;)
 |
Lago di Baracciano |
 |
Castello Orsini-Odescalchi |
 |
pomarańcze! |
 |
idą święta... |
 |
Lago di Bracciano |
 |
Lago di Bracciano |
 |
Lago di Bracciano |
 |
Lago di Bracciano |
 |
Lago di Bracciano |
 |
Castello Orsini-Odescalchi |
 |
i widok z zamku! |
 |
Castello Orsini-Odescalchi |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz